Crashpady czy gmole? To pytanie wbrew pozorom dręczy niewielu motocyklistów. Wynika to z faktu, że jedynie część pojazdów dostępnych na rynku jest na tyle uniwersalna, by mogła skorzystać zarówno z oferty gmoli motocyklowych, jak i crashpadów. Te zabezpieczenia różnią się zastosowaniem, choć zadanie mają takie samo – zniwelować do minimum skutki niechcianego szlifu.

Gmole? A co to?

Chyba żadnemu motocykliście nie trzeba tłumaczyć, co to są gmole. Ale jeśli zapytamy o to kogoś niezwiązanego z branżą, a zapewne zobaczymy niepewny wyraz twarzy. Choć sama nazwa brzmi dziwnie i ciężko jest doszukać się jej genezy, w polskim słowniku motocyklowym już dawno zadomowiła się na dobre. Zostawmy jednak etymologię. Ważny jest fakt, że ochronne orurowania, mimo że zazwyczaj ciężko jest doszukiwać się w nich elementów upiększających jednoślad, zdecydowanie pełnią ważną funkcję. Odstępstwem od reguły mogą tu być właściwie jedynie klasyczne cruisery, które, doposażone w wielkie, chromowane osłony, wyglądają jeszcze bardziej dostojnie.

Nic tak nie cieszy oka jak ładnie wyglądający motocykl, którego nie ima się ząb czasu. Dlatego większość motocyklistów stara się możliwie jak najlepiej zabezpieczyć swój pojazd przed ewentualnymi uszkodzeniami. Na rynku pojawia się coraz więcej producentów gmoli ochronnych i sliderów z dopasowaniem do niemalże każdego motocykla. Każde z tych rozwiązań ma swoje plusy i minusy. Gmole z pewnością lepiej zabezpieczają pojazd, ale również dodatkowo go obciążają i zmieniają jego aerodynamikę. Slider jest zdecydowanie mniejszy i opływowy, ale chroni tylko konkretne elementy motocykla (najczęściej silnik), dlatego znajdzie zastosowanie raczej w motocyklach sportowych. Ostateczny wybór zależy głównie od tego, jakim motocyklem jeździmy i jak zamierzamy go użytkować. Dlatego staramy się, aby nasza oferta w tej dziedzinie była jak najpełniejsza i dopasowana zarówno do sportowych riderów, jak i turystów, którzy muszą pokonać tysiące nieznanych zakrętów.                                                                                                       
Maciej Pondel, GMoto

We współczesnych motocyklach nie brakuje elementów z dość delikatnych materiałów, takich jak tworzywa sztuczne. Tuż pod owiewkami nieraz ulokowane są jeszcze bardziej wrażliwe moduły elektroniczne, których uszkodzenie zazwyczaj skutkuje kontynuacją podróży na lawecie. Również takie elementy jak chłodnice czy nawet dekle silnika narażone są na uziemiające pojazd uszkodzenia podczas kontaktu z podłożem. Dlatego często – zwłaszcza w motocyklach turystycznych i off-roadowych – można zauważyć szereg dodatkowych wzmocnień w postaci ochronnych gmoli w różnych konfiguracjach. Gmole (zwane na zachodzie crashbarami) to w końcu nic innego, jak przestrzenne osłony wytwarzane najczęściej z giętych elementów stalowych, które łączone są zwykle za pomocą spawów i przykręcane do konstrukcji nośnej motocykla. Ich zadaniem jest jednak nie tylko ochrona przed samym uszkodzeniem elementów pojazdu, ale także możliwie maksymalne pochłanianie energii powstałej podczas nagłego upadku. Odpowiednio skonstruowane osłony potrafią przyjąć na siebie znaczną część sił powstających podczas feralnego zdarzenia, czego efektem często jest ich odkształcenie. To, że gmol się zwyczajnie pogiął, niekoniecznie musi świadczyć o jego lichej konstrukcji. W końcu takie jest jego zadanie. Lepiej zniszczyć zabezpieczenie niż elementy konstrukcyjne ramy czy silnika. Mimo że ciężko jest dopatrzyć się inżynieryjnej finezji w tych elementach, odpowiednio dobrane punkty mocowania, kształt samej osłony i miejsca łączeń, a także właściwości materiału, z którego została wytworzona, potrafią zaprocentować w krytycznej sytuacji.

Gmole mogą występować jako pojedyncze, gięte rury osłaniające jedynie najbardziej wystające elementy pojazdu (najczęściej dekle silnika) lub jako rozbudowane klatki ochronne, które możemy spotkać najczęściej w szkołach nauki jazdy lub na maszynach stworzonych do motocyklowego stuntu. W obydwu przypadkach częste „gleby” są codziennością. Najbardziej skomplikowane konstrukcje chronią cały przód motocykla, a więc silnik, zbiornik paliwa, chłodnicę, kokpit, a nawet kolektor wydechowy. Na rynku występują także tylne crashbary, które często uzupełniają stelaże pod bagaż. Pomagają m.in. w ocaleniu od poważnych uszkodzeń tylnej części nadwozia oraz często nietanich kufrów. Najczęściej właśnie w motocyklach wyprawowych rozbudowane gmole służą także jako element funkcjonalny, pozwalając przy okazji przytroczyć do maszyny znaczną ilość bagażu i rozlokować go nie tylko w tylnej części pojazdu. Opony zamienne, dodatkowe zbiorniki z paliwem czy wodą pitną, skrzynki narzędziowe czy dodatkowe uchwyty – wszystko to sprawia, że czasem ciężko rozpoznać maszynę, która kryje się pod tym kramem.

Grzybki z adapterem

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku crashpadów: podobnie, bo zadanie stoi przed nimi takie samo – ochronić pojazd przed zniszczeniem i unieruchomieniem w wyniku kontaktu z podłożem. Popularne „grzybki” wystające spod owiewek motocykli stosowane są głównie w motocyklach sportowych i nakedbike’ach. Takie rozwiązanie sprawdzi się tylko i wyłącznie na twardych nawierzchniach, dlatego nie są oferowane do motocykli off-roadowych czy typu adventure. Luźna nawierzchnia spowodowałaby szybkie ugrzęźnięcie osłony i w efekcie powstanie większych uszkodzeń. Wśród ich zalet na pewno warto wymienić znacznie mniejszą ingerencję w wygląd motocykla. Niektóre z produktów o bardziej designerskiej formie mogą nawet poprawiać agresywny wygląd sprzętu. Są przy tym znacznie lżejsze od gmoli i można je z powodzeniem stosować nawet w modelach mocno obudowanych owiewkami. Crashpady wykonywane są najczęściej z tworzyw o niskim współczynniku tarcia, by zmniejszać tendencję do rotacji przewróconej maszyny. Mocuje się je za pomocą specjalnych, dedykowanych danemu modelowi adapterów, które mają za zadanie nie tylko dopasować crashpad do nadwozia, ale także chronić gwinty mocujące w ramie przed zniszczeniem. Ryzyko uszkodzenia połączeń gwintowych, a nawet samej konstrukcji w ramach motocyklowych jest spore w przypadku sliderów mocowanych bezpośrednio na przedłużonej jedynie śrubie mocującej silnik. Podczas wypadku to właśnie to miejsce jest narażone na największe obciążenia. Dlatego dedykowane adaptery produkuje się ze specjalnych materiałów, które ulegają odkształceniu, nie niszcząc tym samym elementów konstrukcyjnych motocykla.

Jak zauważa Jacek Sola, manager rynku motocyklowego w firmie Auto Partner S.A., warto zadbać o takie zabezpieczenie silnika, ponieważ ramy motocyklowe uważane są za „nienaprawialne” i nie powinno się spawać czy też naprawiać elementów mocujących. Crashpady oferowane są także w zestawach, które obejmują nie tylko główną osłonę silnika, ale także slidery przedniej i tylnej osi czy specjalne, ochronne końcówki kierownicy. Nie brak także rozmaitych wariantów kolorystycznych i końcówek o różnym kształcie. Słowem: jest w czym wybierać.

W motocyklach stosowane są dwa najpopularniejsze zabezpieczenia silnika: crashpady i gmole. Crashpad, czyli odbojnik z tworzywa, mocowany jest w miejscu śruby silnika. Jest mały, możliwy do montażu nawet przy owiewkach bocznych w motocyklach sportowych. Nie zapewnia zbyt wysokiego poziomu bezpieczeństwa, ale chroni najważniejsze elementy i może ustrzec nas przed ogromnymi kosztami. Należy pamiętać, że crashpady w momencie uderzenia powinny przejąć energię kinetyczną na siebie i złamać się w miejscu mocowania odbojnika, są więc jednorazowe.
Drugim rozwiązaniem są gmole, czyli wielopunktowe klatki zbudowane z metalowych rurek. Mocowanie ich w wielu miejscach daje praktycznie całkowitą ochronę silnika. Gmole znajdują zastosowanie tylko w motocyklach bez bocznych owiewek. Jest to mniej estetyczne rozwiązanie, ale daje dużo lepszą ochronę. Warto zadbać o zabezpieczenie silnika ponieważ ramy motocyklowe uważane są za „nienaprawialne” i nie powinno się spawać czy też naprawiać elementów mocujących. Nasza oferta jest różnorodna i myślę, że każdy jest w stanie znaleźć produkt spełniający jego oczekiwania. Poza crashpadami mocowanymi przy silniku oferujemy również rolki wahaczy ze sliderami, końcówki kierownicy i wiele innych.                                     
Jacek Sola, manager rynku motocyklowego, Auto Partner S.A.

Do wyboru, do koloru

Na polskim rynku nie brakuje ofert producentów zarówno gmoli, jak i crashpadów (sliderów). Dostępne są u nas produkty renomowanych, światowych marek, które w swej kolekcji posiadają często również akcesoria do motocykli dopiero co trafiających do sprzedaży. Nie brakuje również krajowych producentów, którzy mogą pochwalić się zarówno doświadczeniem w produkcji tego typu komponentów, jak i światowej klasy jakością oferowanych wyrobów. Na naszym rodzimym rynku działają również zakłady rzemieślnicze, które specjalizują się w produkcji małoseryjnej takich zabezpieczeń. Te miejsca realizują często specjalne zamówienia, co sprawdza się np. podczas personalizacji motocykli wyprawowych.

Jak zauważa Grzegorz Gworys, właściciel marki Renner – polskiego producenta crashpadów, rynek zabezpieczeń do motocykli w Polsce od lat jest dość stabilny, a sprzedaż utrzymuje się na stałym poziomie. Zapewniające stały rozwój oferty wzrosty sprzedaży osiągane są przez ekspansję na nowe rynki zbytu, a towary eksportowane trafiają do coraz bardziej egzotycznych krajów, gdzie lokalni dystrybutorzy zajmują się sprzedażą bezpośrednią. Z kolei Maciej Pondel z firmy GMoto zwraca uwagę na fakt, że motocykliści przykładają sporą wagę do wyglądu i stanu wizualnego swoich maszyn, dlatego często starają się możliwie jak najlepiej zabezpieczyć swój pojazd przed ewentualnymi uszkodzeniami. Wzrasta także pokrycie modelowe rynku motocykli z dedykowaną określonej maszynie ofertą. Przy wyborze dostawcy zabezpieczeń motocyklowych dla swojego sklepu najlepiej kierować się dostępnością towaru oraz zakresem oferty: im więcej modeli motocykli obejmuje, tym lepiej. Warto również przejrzeć propozycje mniej znanych producentów, którzy nieraz oferują bardziej wyspecjalizowane rozwiązania.

Rynek zabezpieczeń do motocykli w Polsce od lat jest dość stabilny. Sprzedaż jest na stałym poziomie, nie ma tu nic zaskakującego. Liczba największych dystrybutorów nie zmieniła się od dekady. Wzrost sprzedaży osiągamy przez zdobywanie nowych rynków i zwiększanie eksportu, czasami do bardzo egzotycznych krajów. Tam opieramy się zawsze na możliwie dużych, lokalnych dystrybutorach i powierzamy im bezpośrednią sprzedaż przez własne sieci dealerów. Ich marketing wspiera również znajomość naszej marki na lokalnych rynkach. Postawiliśmy też na ciekawe wzornictwo produktu i opakowania. Dzięki temu udało się „wygryźć” w kilku miejscach utytułowanych producentów, którzy od kilkudziesięciu lat proponowali te same, nudne produkty. Staramy się pilnować, aby w ofercie były wszystkie najnowsze modele motocykli, ponieważ dla potencjalnego dystrybutora pokrycie rynku jest drugą najistotniejszą sprawą po jakości designu.                                                                      
Grzegorz Gworys, właściciel Renner Sp. z o.o.