Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie motocyklami? Jak to się zaczęło?

Ewa Pikosz: Moja przygoda z motocyklami rozpoczęła się kilkanaście lat temu, gdy po raz pierwszy zobaczyłam kobietę na motocyklu. Wraz z partnerem mknęła autostradą na swoim ścigaczu. Widok jej zadowolonej miny na stacji benzynowej pozostał w mojej pamięci do dziś. Miałam wówczas 16 lat i jechałam na wakacje. Od tamtego momentu motocykle regularnie pojawiały się w moim życiu. Na studiach mój ówczesny partner stwierdził, że fajnie by było mieć wspólną pasję, więc nauczył mnie jeździć na szosówce. Przez zimę uzbierałam pieniądze i na wiosnę kupiłam swój pierwszy motocykl. Było to dla mnie ogromne wyzwanie, ponieważ jako studentka zarabiałam nieco ponad tysiąc złotych. Wybór padł na Suzuki Bandit 600, którego mam do dzisiaj. Ze względu na brak czasu praktycznie nim już nie jeżdżę, ale mam do niego taki sentyment, że zostanie w mojej stajni na zawsze. Jeżdżąc w każdej wolnej chwili rocznie pokonywałam 20 tys. kilometrów. Szaleństwo na szosie spowodowało, że po kilku latach zrobiłam uprawnienia i dziś jestem Instruktorem Nauki Jazdy kat. A. Jednak z każdym rokiem głód jazdy motocyklem narastał. Po kilku latach kupiłam Honda CBR600 i zaczęłam dość mocno myśleć o startach w gymkhanie. Jednak jedna przejażdżka motocyklem off-roadowym wystarczyła, by mój świat zmienił się diametralnie. Z miesiąca na miesiąc coraz więcej spotykano mnie w terenie na Suzuki DR-350. Po roku zaczęłam startować w rajdach turystycznych. Na początek był Rajd Pałuk, który odwiedzałam też przez kolejne lata. Następny etap to zmiana motocykla na Honda CRF 450x i kolejny zwrot. Poznałam wspaniałego faceta, z którym wybrałam się na ogromnie wymagający rajd na poligon w Biedrusku. Znaliśmy się wówczas może 3 tygodnie. W połowie rajdu zderzyłam się z jego motocyklem, złamałam obojczyk i wylądowałam w szpitalu. Dziś wiem, że to był początek off-roadowego szaleństwa, które trwa do dzisiaj. Hondy nie ma, ale facet został.

Jak oceniasz, czy w porównaniu do mężczyzn, kobiety mają łatwiej czy trudniej w sportowej rywalizacji?

Myślę, że równocześnie i łatwiej, i trudniej. Łatwiej, ponieważ kobietom prędzej pomagają na zawodach. Szybciej znajdzie się pomocna dłoń, która podniesie motocykl, czy pomoże coś naprawić. W tym roku wzięłam udział zawodach hard enduro – Beskid Hero. W trakcie wyścigu uświadomiłam sobie, że są to zawody ponad moje umiejętności. Ale jak wystartowałam to trzeba ukończyć. Gdyby nie pomoc facetów, mój wyścig mógłby trwać o wiele dłużej.

Z drugiej strony kobietom jest trudniej z dwóch przyczyn. Pierwsza jest taka, iż w wielu zawodach nie ma klasy dla kobiet, bo jeździ nas za mało. Trasy przygotowywane są pod mężczyzn, a my jesteśmy jednak nieco słabsze fizycznie. Poza tym czasami same sobie utrudniamy poprzez nieczystą rywalizację. Jeździ nas bardzo mało w porównaniu do płci przeciwnej, a mimo to nie potrafimy się jednoczyć.

Co byś poradziła kobietom-zawodniczkom, które chciałyby zacząć swoją przygodę w motorsporcie?

Z pewnością początki bywają trudne. Najważniejsze to mieć przy sobie osobę, która będzie wspierała w podejmowanych decyzjach. Nie musi jeździć, ale ważne by rozumiała Twoje wybory. Jeżeli chcemy spróbować, to próbujmy. Ja bardzo późno zaczęłam jeździć w zawodach, ale absolutnie nie żałuję, że tak się stało. Były łzy, chwile zwątpienia, kontuzje, porażki, debety na koncie, ale też chwile radości, zwycięstwa, zdobywanie nowych umiejętności. Ważne, aby iść do przodu. Obecnie wspiera mnie wiele firm, między innymi Dunlop. Nasza współpraca trwa już drugi sezon. I to nie bez powodu. Jestem zadowolona z opon, których używam podczas startów. W tym roku skupiliśmy się na jednym modelu Geomax Enduro i testuję go w różnych zawodach. Kilka dni temu wzięłam udział w Charlotte Enduro Extreme właśnie na tych gumach i nie miałam żadnej awaryjnej sytuacji uślizgu na trasie.

Sięgając pamięcią wstecz, czy na drodze do sukcesu spotkałaś się z komentarzami, które mówiły, że kobieta do tego środowiska nie pasuje?

Na samym początku może raz. Tak na prawdę z każdym rokiem, gdy zdobywam coraz większe doświadczenie i biorę udział w różnych zawodach, spotykam się z komentarzami zupełnie odmiennymi. Coraz częściej po ukończonej rywalizacji mam pozytywne rozmowy z innymi zawodnikami, którzy gratulują mi świetnego wyścigu.

Jak w świecie/sporcie, w którym obecnie funkcjonujesz zachować kobiecość?

Chodzić do fryzjera, kosmetyczki i od czasu do czasu ubrać małą czarną i szpilki.

Poza motocyklami i ściganiem, czy masz jeszcze czas na jakieś inne pasje?

Nie ukrywam, że to pytanie nieco mnie rozbawiło. Jeżeli spojrzysz z boku na moje życie, nie ma w nim miejsca niezwiązanego z motocyklem. Pracuje jako opiekun rynku off-roadowego w jednej z największych hurtowni w Polsce. W wolnych chwilach prowadzę szkolenia off-roadowe dla dzieci i młodzieży w Poznaniu, de facto w szkole, w której zdobyłam uprawnienia instruktorskie. Wraz z Łukaszem otworzyliśmy klub sportowy i w tym roku postanowiliśmy zorganizować Mistrzostwa Polski i Puchar Polski Super Enduro. Ogrom pracy spadł na moje barki, ale mam przy tym mnóstwo radości. Już dziś bardzo serdecznie zapraszam zawodników, jak i kibiców, na zawody do Tarnowa Podgórnego, które odbędą się 7 lipca. Ponadto, niemal w każdy wolny weekend staram się w brać udział w szkoleniach motocyklowych lub po prostu doszkalam się z Łukaszem. Do tego dochodzą jeszcze przyziemne obowiązki jak prowadzenie domu, czy opieka nad moimi zwierzakami.

Porozmawiajmy o przyszłości. Co chciałabyś jeszcze osiągnąć w motorsporcie?

Na pewno chcę spróbować swoich sił w rajdach długodystansowych, bo chyba tylko one zostały na mojej liście. We wrześniu będę miała ku temu już pierwszą okazję, ponieważ wezmę udział w 24-godzinnym rajdzie z odcinkiem nocnym, organizowanym przez Enduro Rally 24. Będzie to mój pierwszy rajd w oparciu o road book, więc nie lada wyzwanie. Właśnie od rajdu zależy wszystko, co wydarzy się w przyszłym sezonie.

Czy masz już plan na siebie po zakończeniu kariery sportowej?

Akurat w naszym przypadku kariera nie musi skończyć się tak szybko. Na pewno chciałabym nadal uczyć dzieciaki, bo w nich jest nadzieja, że takie dyscypliny jak super czy hard enduro będą rozwijały się, a nie kończyły w Polsce.

Źródło: Dunlop