Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że oto branża motoryzacyjna stoi u progu elektrycznej rewolucji, jednak w pierwszej kolejności obejmie ona segment pojazdów samochodowych. W przypadku jednośladów napęd elektryczny dość dobrze przyjął się przede wszystkim w grupie najmniejszych maszyn, czyli motorowerów oraz skuterów, jednak większe i najmocniejsze motocykle wciąż dość skutecznie bronią się przed zmianami.

Szybkie wzrosty sprzedaży

W 2018 r. europejski rynek motocyklowy urósł stosunkowo nieznacznie, bo o 9,9%, ale już sprzedaż motocykli z napędem elektrycznym poszybowała w górę aż o 81,5%. Wzrost sprzedaży z 4121 na 7478 egzemplarzy może imponować, jednak w skali całego rynku nowych motocykli ciągle jeszcze jest to niszowy segment – z udziałem na poziomie 0,75%.

Zdecydowanym liderem w kategorii elektrycznych motocykli na kontynencie europejskim jest Hiszpania, gdzie w minionym roku zarejestrowano 2970 tego typu jednośladów, tj. 1,86% całego rynku. Dodatkowo Hiszpanie kupili 3452 elektryczne motorowery. Drugie miejsce zajęła Francja ze sprzedażą na poziomie 1526 elektrycznych motocykli (0,86%) i 10 381 motorowerów. Trzecie miejsce w tym rankingu trochę niespodziewanie zajęła Holandia ze sprzedażą 809 elektrycznych motocykli (5,82%) i 7738 elektrycznych motorowerów.

Sprzedaż nowych motocykli i motorowerów elektrycznych
w Polsce w latach 2014–2019.

Rok

Motocykle elektryczne

Motorowery elektryczne

2014

5

70

2015

4

111

2016

8

181

2017

12

537

2018

39

1449

2019*

16

682

*od stycznia do kwietnia

Źródło: PZPM

10. miejsce Polski

Przeciętnie – jeśli wręcz nie słabo – w tym rankingu wypada Polska. W ubiegłym roku zarejestrowano w naszym kraju zaledwie 39 nowych motocykli elektrycznych (w 2017 r.: 12). W sumie Polska uplasowała się na dziesiątej lokacie europejskiego rankingu, a udział elektrycznych motocykli wyniósł zaledwie 0,41% całego rynku. Lepiej pod tym względem wypadły dużo mniejsze kraje, takie jak Czechy, Austria czy Belgia.

Bieżący rok wcale nie zapowiada się lepiej. W pierwszych czterech miesiącach zarejestrowano tylko 16 elektrycznych motocykli, czyli dokładnie tyle samo co w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Dużo lepiej rozwija się segment motorowerów elektrycznych. W 2018 r. zarejestrowano ich 1449, czyli prawie trzykrotnie więcej niż rok wcześniej. W tym samym czasie łączna sprzedaż nowych motorowerów spadła o 44,5%. W efekcie tego udział motorowerów na prąd na koniec minionego roku wyniósł 8,64%. Warto jednak mieć świadomość, że ten wynik w dużej mierze jest zasługą coraz prężniej rozwijających się firm świadczących usługi wynajmu elektrycznych skuterów. Zanosi się, że w tym roku również będziemy świadkami wzrostów w tym sektorze rynku. Od stycznia do końca kwietnia zarejestrowano łącznie 682 motorowery elektryczne wobec 461 przed rokiem, co oznacza wzrost o 48%.

Wzrost zainteresowania elektrycznymi jednośladami potwierdza także Rafał Dmowski z firmy Motor-Land. – Tak, zwiększa się liczba zapytań i liczba osób zainteresowanych wyłącznie elektrycznymi pojazdami. Moim zdaniem otworzyła się nowa furtka, przez którą do grona motocyklistów dołączają osoby dotychczas wykluczające poruszanie się pojazdem zanieczyszczającym środowisko. Teraz mają do dyspozycji pojazdy zeroemisyjne – tłumaczy Rafał Dmowski i dodaje, że drugą grupę nowych klientów stanowią osoby zainteresowane nowymi technologiami. Głównie są to miłośnicy elektroniki komputerowej, którzy dostali możliwość sparowania swoich mobilnych urządzeń z elektroniką skutera. – Tak jest w przypadku skuterów NIU, w których za pomocą smartfona można w pełni monitorować swój pojazd – dodaje Rafał Dmowski.

– Ponieważ pojazdami elektrycznymi zajmujemy się od ponad 25 lat, nie tylko zauważamy zmieniające się trendy, ale sami je kreujemy – mówi Michał Dubiel, pełnomocnik Zarządu ds. organizacji i inwestycji spółki Karbon 2, wyłącznego importera jednośladów elektrycznych Super Soco. – Wprowadzając na polski rynek markę Super Soco, widzimy, że powoli rośnie w nas ekoświadomość, co przekłada się na zainteresowanie e-pojazdami. Sporo nadziei budzi też Ustawa o elektromobilności. Pozostaje kwestia mentalności, której zmiana zawsze trwa. Tu żadna ustawa nie pomoże.

Szanse i zagrożenia

Za wyborem elektrycznego motocykla, motoroweru czy skutera przemawiają przede wszystkim względy ekonomiczne i ekologiczne. Pokonanie dystansu 100 km takim pojazdem może nas kosztować nawet poniżej 2 zł, podczas gdy w przypadku spalinowego odpowiednika zapłacimy kilkukrotnie więcej. Bezemisyjne jednoślady będą mogły bez żadnych opłat wjeżdżać do tzw. stref czystego transportu, których zakładanie w centrach dużych miast przewiduje Ustawa o elektromobilności. Ta sama ustawa dopuszcza możliwość jazdy elektrycznymi motocyklami po buspasach, a także darmowego bądź tańszego parkowania w wielu miastach.

Na jeszcze inną kwestię zwraca uwagę Michał Dubiel. – Dla kogoś mieszkającego pod miastem liczy się zasięg i czas ładowania, dla wielu osób ważne jest wsparcie techniczne, a praktycznie każdy zachwyca się przyspieszeniem elektryka, który na starcie wygrywa ze swoimi spalinowymi odpowiednikami.

Oprócz powyższych korzyści korzystanie z elektrycznych jednośladów ma też wady, które chyba w większym stopniu wpływają na decyzje zakupowe naszych rodaków. Przede wszystkim trzeba się liczyć z dość dużym kosztem zakupu. Problemem jest też wciąż słaby zasięg motocykli elektrycznych, który w dość dużym stopniu ogranicza możliwości odbywania dłuższych podróży. Kolejnym minusem jest czas ładowania baterii, który jest niewspółmiernie dłuższy od tankowania benzyny. Powyższe wady w mniejszym stopniu wpływają na komfort użytkowania małych skuterów i motorowerów, stąd ten sektor rynku rozwija się już dziś całkiem dynamicznie. Elektrycznym skuterem bez problemu dojedziemy do pracy, odwożąc po drodze dziecko do szkoły, a w drodze powrotnej robiąc jakieś drobne zakupy. Również spora masa baterii nie jest w przypadku skuterów poważnym problemem. Zainstalowane w podłodze, pozytywnie oddziałują na wyważenie takiego pojazdu.

Elektryczne skutery i motorowery będą musiały się zmierzyć z jeszcze jednym konkurentem, którym mogą okazać się elektryczne rowery czy tzw. urządzenia transportu osobistego, czyli np. elektryczne hulajnogi. Wyrastające jak grzyby po deszczu wypożyczalnie tego typu pojazdów sprawiają, że młodzi chętnie korzystają z takiego środka transportu i zupełnie nie są zainteresowani zakupem elektrycznego motocykla czy skutera.

Ograniczona oferta rynkowa

Choć o elektromobilności sporo się mówi, a producenci przeznaczają na badania nad elektrycznymi napędami duże środki finansowe, oferta polskiego rynku jednośladów jest nadal mocno ograniczona. W przypadku większych maszyn praktycznie nie ma żadnego wyboru, dlatego nie dziwi brak zainteresowania ze strony potencjalnych nabywców. Yamaha np. na europejskim rynku w ogóle nie oferuje elektrycznych modeli. W ofercie BMW znajdziemy obecnie jedynie elektryczny skuter C-Evolution. We wrześniu do sprzedaży trafi elektryczny Harley-Davidson LiveWire z prawie 180-kilometrowym zasięgiem, co akurat w przypadku tej marki jest pewnym zaskoczeniem. W tej sytuacji większy wybór mamy jedynie wśród producentów/dystrybutorów skuterów, w wielu przypadkach mało znanych na polskim rynku markek. Warto dodać, że np. w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych motorowerów na polskim rynku znalazły się takie marki jak Blinkee czy Sakura, które oferują wyłącznie modele z elektrycznym napędem.
Warto też podkreślić, że elektryczne modele spotykają się z oporem wielu motocyklistów, którzy postrzegają je jako pojazdy innej, często gorszej kategorii. Brak głośnego wydechu, manualnej skrzyni biegów czy zapachu benzyny skreślają je już na samym początku. Dlatego według Rafała Dmowskiego z Motor-Land w najbliższym czasie, jeśli w ogóle, motocykle elektryczne nie zastąpią całkowicie jednośladów z tradycyjnym napędem. Ponieważ potencjalni klienci stanowią jak na razie całkowicie odrębną grupę odbiorców, niezbędne są też inne działania ze strony sprzedażowej.

– Zdajemy sobie sprawę, że klient zainteresowany pojazdem elektrycznym wymaga innej ścieżki sprzedażowej, gdyż często interesuje się zupełnie czymś innym niż osoba zastanawiająca się nad zakupem klasycznego motocykla czy nawet skutera. Z tego względu reklamy muszą być inaczej kierowane, aby skutecznie dotarły do potencjalnych klientów – dodaje na zakończenie Rafał Dmowski.