Niezależnie od rocznika i przebiegu, w każdym motocyklu trzeba regularnie wymieniać filtry, płyny, okładziny i opony. Serwis nowych sprzętów najczęściej sprowadza się właśnie do tego, jednak usterki coraz bardziej skomplikowanej elektroniki czy specjalne akcje serwisowe mogą nawet najnowsze konstrukcje uziemić w warsztacie na dłużej. W przypadku starszych motocykli często daje o sobie znać zużyta mechanika i wizyta w serwisie może obejmować znacznie dłuższą listę czynności niż standardowa wymiana części eksploatacyjnych i płynów.

Porównując ze sobą dwa rodzaje motocyklowych serwisów, czyli te niezależne i stacje ASO, widzimy, jak różna jest specyfika tych biznesów. Myśląc więc o otwarciu warsztatu/serwisu motocyklowego, warto rozważyć za i przeciw każdego z tych rozwiązań.

Choć na szczęście rośnie w naszym kraju sprzedaż nowych fabrycznie jednośladów, ciągle jednak import używanych motocykli (głównie z krajów Europy) jest większy od rodzimej sprzedaży importerskiej. W tej kwestii jeszcze zapewne przez długi czas niewiele się zmieni, dlatego siłą rzeczy byt warsztatów niezależnych wydaje się być pewny. Zmienia się za to średni wiek sprowadzanych maszyn. Zdecydowanie górują obecnie pojazdy kilkuletnie choć roczne czy dwuletnie motocykle także nie są tu wcale rzadkością. Wpływ na pewny byt warsztatów niezależnych ma także standaryzacja wymuszona przez normy homologacyjne Euro 4, które ujednoliciły chociażby złącza diagnostyczne wszystkich jednośladów. Nie trzeba już zatem mieć OEM-owego sprzętu diagnostycznego, by przeprowadzić pełny serwis motocykla. Pomagają w tym także producenci sprzętu i oprogramowania diagnostycznego, których oferta obejmuje coraz większą liczbę marek i modeli motocykli, skuterów i quadów – również tych egzotycznych.

Z kolei, decydując się na otwarcie stacji ASO, możemy bardziej wyspecjalizować swój biznes. Konkretna marka lub marki, to z jednej strony zawężenie oferty, ale z drugiej – wsparcie importera, udział w odpowiednich szkoleniach i większa pewność profilu klienta. Wspomniane wzrosty sprzedaży nowych motocykli na gwarancji producenta wymuszają zwiększoną liczbę wizyt w autoryzowanych serwisach. Coraz więcej z tych pojazdów to pojazdy zarejestrowane na firmę, w przypadku których faktura za serwis trafia w koszty prowadzenia działalności i nikt nie podchodzi z obawą do tego zagadnienia. Importerzy także starają się konkurować swoimi ofertami na części zamienne z propozycjami hurtowni aftermarketowych. Nie dziwi już fakt, że sygnowane logo producenta pojazdu części można kupić w porównywalnych do dobrych zamienników cenach. Jednak, by zostać autoryzowanym serwisem danej marki, trzeba spełnić ściśle określone wymagania. Dotyczy to nie tylko wyposażenia serwisu, rodzaju usług i ich jakości, ale także chociażby odpowiedniego wystroju i identyfikacji reprezentowanej marki.

Można powiedzieć, że w serwisie niezależnym samemu jest się swoim panem i kreatorem wizerunku, jednak tutaj też można natrafić na schody. Przykładowo, przez długi czas zmorą niezależnych warsztatów był zmasowany atak właścicieli zakupionych w marketach marnej jakości pojazdów, którzy szukali i ciągle szukają pomocy w przywróceniu „grata” do życia. Biznes na tym żaden, a stracony czas i nerwy niestety spore. Dziś już na szczęście na drogach porusza się jakby mniej marketowych pojazdów, a obecne propozycje jednośladów z Kraju Środka odznaczają się o wiele lepszym wykonaniem i jakością zastosowanych podzespołów. Prowadząc warsztat niezależny, siłą rzeczy powinno się mieć większy zakres działań w ofercie. Producenci motocykli często stosują specyficzne rozwiązania mechaniczne w swoich produktach. Trzeba mieć nie lada doświadczenie i ogromną wiedzę, by potrafić należycie obsłużyć zarówno pojazdy japońskie, jak i europejskie. Bardzo często pod nadwoziem kryją się zupełnie różne rozwiązania konstrukcyjne.

Jednak prowadzenie serwisu to nie tylko śruby i smary, lecz także niestety coraz bardziej rozbudowana papierologia: umowy, faktury, dostawy, szkolenia, terminarz i logistyka. Do tego dochodzą ciągłe zmiany w przepisach i podatkach. Często niestety wypadałoby się rozdwoić i zajmować wszystkim naraz. Praca z ludźmi potrafi być wymagająca również od strony psychologicznej. Nie zawsze klienci są uprzejmi, a w Polsce niestety często słyszy się o takich konsumentach, którzy chcieliby jak najwięcej za jak najmniej, a najlepiej – za darmo. Trzeba umieć rozmawiać z petentami, by nie komplikować i tak już niełatwego życia mechanika motocyklowego. Czy zatem warto w ogóle zastanawiać się nad otwarciem serwisu? Z pewnością jest w tej branży pieniądz, ale na pewno trzeba dobrze poukładać swój biznes, by ze spokojną głową czerpać z niego wymierne korzyści.